27.04.2014 r. odbyła się ważna uroczystość w samym sercu Wielkiej Ameryki. Zaskoczenie było wielkie. Tym bardziej że wśród uhonorowanych przez największą Kongregację Żydowską Adas Izrael w Waszyngtonie, która założyła Ogród Sprawiedliwych i do 1992 r. Honorowała corocznie jedną uznaną osobę na tablicy pamięci — obok Jana Karskiego, Raoula Wallenberga, Ireny Sendlerowej znalazły się nazwiska z Polski mojej Mamy Natalii Szczepaniak i moje.
Mogę się z tego tylko cieszyć
W każdym narodzie znajdą się różni ludzie, za których trzeba się wstydzić. Ale mówiąc o sobie, o naszej małej Rodzinie — mimo, że same byłyśmy w trudnych warunkach — mogliśmy pomóc wielu osobom prześladowanym, dzieląc się pod skromnym dachem, kromką chleba i sercem.
Jestem dumna, że znalazłyśmy się w gronie tych wspaniałych Polaków, których odznaczono Medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” w Jerozolimie. Wielu z nich oddało swe życie w męczarniach wraz ze swymi licznymi nieraz rodzinami oraz ukrywanymi Żydami.
Liczba 6500 dotychczas odznaczonych nie wyraża prawdziwej liczby osób pomagających i ratujących. Często, ażeby ratować jednego człowieka trzeba było łańcuszka 15 – 25 osób.
Poza tym kryteria Instytutu YAD VASHEM, który przyznaje medale, są bardzo ścisłe i rygorystyczne. Każda kandydatura musi być potwierdzona osobiście przez osobę uratowaną.
W praktyce szczególnie po tylu latach najczęściej nie jest możliwe do potwierdzenia.
„Sprawiedliwi” zawsze świadczą pozytywnie o Polakach mimo wszelkim nacjonalizmom, fobiom i uprzedzeniom rasowym.
Na spotkaniu w 2009 r. z delegacją „Sprawiedliwych” na Kapitolu w Waszyngtonie — Prezydent Barack Obama mówił z wielkim uznaniem na cały świat o ich bohaterskiej postawie i przykładzie, jaki dali wszystkim ludziom. I zadał bardzo ważne pytanie: „Czy my sami postąpilibyśmy tak samo, czy bylibyśmy na tyle odważni?”.
„Sprawiedliwi” cieszą się też, że stopniowo znajdują również uznanie w swoim kraju u swoich polskich władz. Od 2007 r. Ówczesny Prezydent Polski Lech Kaczyński uhonorował 240 osób wysokimi odznaczeniami państwowymi Krzyżem Komandorskim Orderem Odrodzenia Polski oraz w następnej kadencji prezydenckiej Prezydent R.P. Bronisław Komorowski kolejne 70 osoby „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”.
Zdrowia, zdrowia, zdrowia i pokoju dla Polski. To najważniejsze dla mnie, mojej Rodziny, moich Przyjaciół i Członków Polskiego Towarzystwa Sprawiedliwych wśród Narodów Świata no i oczywiście Szanownych Czytelników „Radość Życia”.
Wojenne Wspomnienia Pani Alicji Szczepaniak-Schnepf
Narzucone przez okupanta hitlerowskiego warunki życia był straszne. Wprowadzono godzinę policyjną, reglamentowano żywność na kartki, zamknięto szkoły wyższe i średnie, rekwirowano własności i wprowadzano zakaz posiadania radia, aparatów fotograficznych, rowerów, samochodów, itd.
Z postępem czasu wprowadzono coraz bardziej restrykcyjny „porządek”, łapanki na ulicach, rewizje, rozstrzeliwania grupowe, obozy pracy przymusowej. To tylko część z tych rzeczy, jakie działy się na każdym kroku, każdego dnia — człowiek nie był pewien, czy wróci — wychodząc z domu.
Moja mała rodzina już na samym początku wojny, bo 26 września 1939 r. – doznała największej straty. Jako Członek Ochotniczych Batalionów Obrony Warszawy — powstałych na apel ówczesnego Prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego — został zabity mój Ojciec Antoni Szczepaniak. Miał 39 lat. Zginął na Krakowskim Przedmieściu. Kilka godzin po tym – 27 września — podpisano akt kapitulacji Warszawy — podyktowany ogromnymi stratami, jakie ponieśli już wtedy Polacy w obronie swego kochanego miasta, swej Stolicy.
Jednak najbardziej prześladowane były przez okupanta osoby pochodzenia żydowskiego. Od samego początku byli przeznaczeni przez Rząd III Rzeszy na całkowitą zagładę. Byli poza wszelkim prawem. Każdy mógł Ich zabić, zastrzelić bez konsekwencji. Natomiast każda pomoc im, podanie kromki chleba, czy szklanki wody — śmierć wraz z całą rodziną.
Gdy wybuchła wojna w 1939 r. Miałam 9 lat, moja siostra Basia – 7. Mama osoba niepracująca, o słabym zdrowiu — musiała podjąć bardzo trudny obowiązek utrzymania całej rodziny.
Czy się bałam?
Oczywiście, strach nie opuszczał mnie i nas wszystkich. Już od pierwszych bombardowań i podczas samej okupacji, gdy człowiek nie był pewny dnia ani godziny.
Ciekawa jednak rzecz, że przy tym wszystkim — nie wykazywaliśmy strachu. W domu zawsze śpiewaliśmy z siostrą głośno różne piosenki. Bardzo często Mama, która miała najlepszy z nas głos, też wtórowała nam przy wykonywaniu arii ze znanych oper lub recytowała pięknie różne wstrząsające ballady, jak np.: „Powrót Taty”.
Szczególnie w okresie późniejszym, gdy ukrywaliśmy ludzi, było to potrzebne jako forma „zagłuszania” przed różnymi odgłosami w mieszkaniu.
Bałam się też szczególnie po strasznym przeżyciu związanym z niespodziewaną rewizją żandarmów w całym domu, kiedy cudem uniknęliśmy wszyscy śmierci. Nie mogłam się uczyć. Siedziałam w klasie tajnego gimnazjum żeńskiego, ul. Miodowa 14a, myślami byłam w domu!
Czy może znów jest rewizja? – tym razem bez cudu?!
Już na początku wojny, moja Mama powiedziała mi „Alusiu, teraz ty musisz zastąpić mi Ojca i pomagać we wszystkim, opiekować się młodszą siostrą Basią i domem”.
Te słowa zapadły mi głęboko w serce. Odtąd zawsze starałam się być rozważna i odpowiedzialna. Szczególnie w okresie, gdy Mamusia po zdobycie trochę żywności dla nas wyjeżdżała na Bug „zostawiając nas na kilka dni pod moją opieką”.
Gdy pewnego sierpniowego popołudnia 1943 r., przed godziną policyjną, córka znajomej z ul. 11 – go Listopada przyprowadziła do przechowania starszą (ok. 60 lat), kobietę i małą 7-letnią dziewczynkę — byłam sama w domu z młodszą siostrą. Mamusia nie wróciła jeszcze z pracy. Wiedziałam, że to Żydówki i wyraziłam zgodę. Usłyszałam, ze tylko 3 – 4 dni, bo w tamtej okolicy Pragi mają rewizje.
Sprawa pobytu przedłużała się i Mama poszła zapytać, kiedy ją odbiorą. Dowiedziała się od znajomej, że już nie może ich dalej ukrywać. To był wielki szok, bo Pani Anna i mała Nina miały bardzo semickie rysy. Nie posiadały żadnych fałszywych dokumentów, by zalegalizować ich pobyt przez zameldowanie. Zaczęła się pełna konspiracja. Zamykanie drzwi i ciche szepty.
Mieszkaliśmy na I piętrze w pokoju z kuchnią bez wygód, łazienki i wody, którą trzeba było wnosić w wiadrze. Wielkim problemem w tym czasie było wyżywienie.

Moja Mama dokonywała cudów, by nas ratować przed głodem — przynosiła z pracy w kuchni, grubo obierane obierki, z których robiliśmy po obróbce placki, lecz nie na oleju tylko na rozgrzanych fajerkach. Były okropne! Pamiętam ich smak do dzisiaj.
Po jakimś czasie okazało się, że Pani Anna ze Lwowa ma 2 córki — Marysię 19 lat i Krysię 24 lata. Obie miały fałszywe dokumenty i bardzo dobry wygląd — utlenione włosy, niebieskie oczy, ukończyły polskie szkoły średnie i mówiły po niemiecku.
Miały sporadyczne prace i mogły dołożyć się do utrzymania. Często zmieniały miejsce zameldowania oraz nazwisko. U nas przebywały najczęściej od piątku do niedzieli, gdzie razem ze swą Matką i kuzynką Niną, mogły mieć trochę wytchnienia.
Oczywiście w międzyczasie nie obyło się bez wielu sytuacji grożących nam wszystkim śmiercią.
W końcowym okresie okupacji na Pradze przekazano nam od innej znajomej – 2 mężczyzn i 2 kobiety pochodzenia żydowskiego. Trudno dziś wyobrazić sobie ten czas, który wtedy wspólnie przeżywaliśmy i trudno nawet wspominać o tym dzisiaj.
Najważniejsze, że dzięki Bogu, wszyscy szczęśliwie doczekaliśmy oswobodzenia przez żołnierzy radzieckich. Później nasze drogi się rozeszły. Z rodziną pani Anny, tzn. jej córkami nawiązałam przypadkowy kontakt w 1966 r. Z małą Niną w 1995 r. widziałyśmy się przez kilka dni w Brazylii. Wszystkie założyły szczęśliwe rodziny. Najstarsza Krysia zmarła kilka lat temu.
Alicja Szczepaniak-Schnepf
Na zdjęciach:
1. Alicja Szczepaniak-Schnepf w hallu wystawy upamiętniającej Matkę Natalię Szczepaniak. Washington 27.04.2014 r.
2. Alicja Szczepaniak-Schnepf w „Ogrodzie Sprawiedliwych” Adas Israel Congregation.
3. Alicja Szczepaniak-Schnepf przed Honorową Tablicą matki Natalii Szczepaniak „Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata”.