Chociaż z początkiem wiosny zaczynają buzować hormony i tytuł dzisiejszego artykułu może kojarzyć się z wywoływanymi przez nie uczuciami, to nie o tym będzie mowa. Potraktujmy to bardziej dosłownie. Skupmy się na odczuciach czysto fizycznych.
Na wstępie musimy rozróżnić czucie powierzchowne od głębokiego. Sygnały dochodzące do układu nerwowego z powierzchni ciała, takie jak dotyk, temperatura czy ból skóry, to czucie z powierzchni ciała. Wszelkie odczucia z głębszych warstw tkanek, to już czucie głębokie. Należy zaliczyć tutaj czucie ucisku, napięcia, bólu mięśni, narządów wewnętrznych jak np. bóle miesiączkowe czy skręcających się jelit i ból samych organów. Dodatkowo ból wewnątrz ciała może być generowany przez proprioreceptory powięzi w wyniku jej nadmiernego napięcia. Również takie struktury jak ścięgna, więzadła czy mięśnie pod wpływem urazu lub dużego naprężenia mogą dać uczucie bólu. Na szczęście jednak nie tylko ból zaliczamy do czucia głębokiego. Należy do niego również czucie ułożenia ciała, czyli np. fakt, że przy zamkniętych oczach wiemy, czy mamy nogi zgięte czy wyprostowane. Kolejny rodzaj – powiązany z poprzednim – to równowaga. Sygnały płynące z mięśni, powięzi i więzadeł sumowane są ze wzrokowymi i koordynowane przez mózg. Na tej podstawie, na drodze odruchów z układu nerwowego jesteśmy w stanie zachować równowagę stojąc, chodząc oraz wykonując wszelkie inne codzienne czynności.
Wiedząc że czujemy całkiem sporo, można zacząć zastanawiać się, po co nam to wszystko. Z równowagą sprawa jest prosta: bez niej ani rusz. Czucie ułożenia ciała podobnie – umożliwia nam normalne funkcjonowanie. Sięgając po kubek z półki – nie musimy zastanawiać się, gdzie dokładnie w przestrzeni znajduje się właśnie ręka, ani czy ramię, łokieć, nadgarstek i palce są odpowiednio ustawione. Wszystko to dzieje się na drodze automatyzmów. Na podstawie informacji czuciowych i wzrokowych układ nerwowy koordynuje wszystkie nasze ruchy, jeszcze zanim zaczniemy je wykonywać. Następnie, jeśli w trakcie danej czynności zmieni się jakiś czynnik zewnętrzny – np. kubek wyślizgnie się nam z mokrej ręki – mózg szybko koryguje ruch dostosowując go do nowej sytuacji. Jak wszystko dobrze pójdzie, złapiemy kubek mocniej lub przytrzymamy drugą ręką.
Jeśli chodzi o sens odczuwania bólu, ma on przede wszystkim funkcję ochronną. Gdy dzieje się coś złego, nasze ciało w ten sposób daje nam o tym znać. Wtedy powinniśmy zareagować świadomie i podjąć kroki, by usunąć szkodliwy czynnik, wyleczyć kontuzję, uraz czy inną dolegliwość. Jeżeli zbagatelizujemy ból myśląc, że „samo przejdzie”, po kilku lub kilkunastu takich epizodach może wystąpić zjawisko sensytyzacji obwodowej. W prostych słowach jest przewrażliwienie danego narządu czy rejonu ciała. Będzie wtedy reagował on bólem na bodźce o natężeniu dużo słabszym niż dawniej. Zdecydowanie nie warto się w coś takiego pakować.
Kiedy więc warto pracować z naszym czuciem? Odpowiedź jest prosta: zawsze, gdy mamy do czynienia z jego zaburzeniem: osłabieniem, zanikiem czy przeczulicą. Dotyczy to zarówno czucia powierzchownego jak i głębokiego. Po operacjach często zaburzone jest czucie dotyku lub temperatury na skórze. Poza zwykłym dyskomfortem może to grozić poparzeniem lub uszkodzeniem mechanicznym skóry. Niejednokrotnie obszar przy ranie czy bliźnie pooperacyjnej po jakimś czasie zaczyna „odzyskiwać” czucie, co początkowo objawia się pieczeniem lub bólem. Zarówno w przypadku niedoczulicy jak i przeczulicy warto podjąć odpowiednią pracę, stymulując zajęty obszar. W ten sposób przyspieszymy wszystkie etapy leczenia takiego zaburzenia.
Gdy w grę wchodzi uszkodzenie struktur, których receptory odpowiadają za równowagę i koordynację, potrzeba nie tylko stymulacji czucia, ale też odpowiednio dobranych ćwiczeń. Z takimi sytuacjami mamy do czynienia przy złamaniach, skręceniach stawów, zerwaniach więzadeł, uszkodzeniach torebek stawowych. Dzieje się tak również wskutek urazów mózgu i udarów. W takich przypadkach należy w pełni wykorzystać zjawisko neuroplastyczności mózgu.
I choć o zbawiennym wpływie terapii oraz odpowiednio dobranych ćwiczeń można by napisać poemat, wniosek jest jak zawsze jeden. Im wcześniej zaczniemy pracę nad rozwiązaniem problemu, tym lepiej. Postępy będą szybsze i przyjdą dużo łatwiej. Ciało i układ nerwowy wytworzą mniej kompensacji (dróg naokoło do wykonania zamierzonego zadania). Jest to istotne, ponieważ nieraz podczas procesu rehabilitacji okazują się one utrwalone na tyle, że pacjentom ciężko jest się ich oduczyć. A mogą one powodować powstanie „błędnej pętli” dolegliwości.
mgr Izabela Bies
http://www.gdynskiiks.pl