Niechciany gość, wirus o nazwie SARS-COV-2, spowodował, że z większą pieczołowitością dbamy o naszą higienę osobistą, a szczególnie o mycie rąk. Współczesna wiedza o wirusach poucza, jak wielką rolę w walce z infekcjami odgrywają środki czystości. W historii Europy różnie bywało…

Dzielni antyczni Rzymianie zapisali wspaniałą kartę w propagowaniu dostępu do łaźni nie tylko dla arystokratów, ale również dla plebsu. Każde miasto rzymskie dysponowało siecią akweduktów, które doprowadzały wodę do miejskich łaźni oraz do ogrodów bogatych patrycjuszy. Znakomity znawca i popularyzator świata antycznego, Robert Harris, w książce pt. „Pompeje” przedstawia postać miejskiego inżyniera hydrologii Atiliusza. Zawód, jaki reprezentuje Atiliusz, cieszył się w starożytności wielkim poważaniem, gdyż dbanie o higienę osobistą było uzależnione od dostaw wody, a brak dbałości o czystość nie odzwierciedlał ideałów Republiki.
Okres średniowiecza pełen był sprzeczności. Od członków półdzikich plemion szukających swego miejsca w dziejach, trudno oczekiwać jakiś działań higienicznych. Natomiast przedstawiciele rodów panujących często dawali dobry przykład poddanym. W dziejach Europy wspaniale zapisała się Eleonora Akwitańska, królowa Francji i Anglii, (ur. w 1122 – zm. 1204). W czasie jej długiego życia miało miejsce wiele ważnych wydarzeń historycznych i to ona wydała na świat dziesięcioro zdrowych dzieci. Mądra królowa każdy pracowity dzień kończyła kąpielą, dysponowała różnymi kosmetykami, które poznała w czasie Wyprawy Krzyżowej do Jerozolimy u boku ówczesnego męża Ludwika VII Młodego. Szczegółowe dzieje tej niezwykłej kobiety można poznać w powieściach Elizabeth Chadwick (np. „Pieśń królowej”).
Upadek dobrych obyczajów w Europie to okres baroku. Ludwik XIV, czyli Król Słońce, był brudasem. Ponoć w życiu wykąpał się tylko trzy razy. Zęby zgniły mu już w młodym wieku, gdyż bardzo lubił słodycze. Gniły mu też inne narządy, co powodowało, że wokół króla rozchodził się dojmujący smród. Szczegółowo opisał to w swojej korespondencji ambasador rosyjski(!). Sytuację tę przedstawił w biografii „Romanowowie” znawca historii Europy Simon Sebag Montefiore. W tejże biografii można również zapoznać się z modą na… czernienie zębów. Panowała ona w Rosji w zasadzie aż do rządów Piotra Wielkiego.
Jeszcze początki dziewiętnastego wieku to okresy ciemnoty i zabobonów. Mieszkańcy wsi (ale nie tylko) hodują sobie na głowach tzw. kołtun, czyli zlepione tłuszczem, stłamszone, potargane włosy, które rozrastają się do monstrualnych rozmiarów. Wierzono, że kołtun jest skarbnicą mocy człowieka. Oczywiście kołtuna nie można było myć ani wycinać. Nic dziwnego, że robactwo miało tam swój raj. Często ból i infekcje na skórze głowy doprowadzały do śmierci nosiciela.
Innym problemem było zarobaczywienie społeczeństwa, co do dzisiaj pozostaje w sferze powiedzonek np. „zalewanie robaka”. Ponieważ nie było toalet, a odchody otaczały domostwa i siedziby ludzkie, następowało nieustanne zakażanie się wszelkimi larwami robaków z odchodów, a także chorobami zakaźnymi. Nic dziwnego, że średnia życia ludzkiego była bardzo niska i w niektórych populacjach nie przekraczała 25 roku życia.
Jurgen Thorwald w swojej książce pt. „Stulecie chirurgów” przedstawia szereg makabrycznych historii, które towarzyszyły operacjom chirurgicznym w XIX wieku. Narzędzia, z którymi ma do czynienia narrator, ów żądny wiedzy chirurg z nowego świata, to nóż rzeźnicki, piła, żelazo. Opowiada on, jak prowincjonalny lekarz z Kentucky, który ulega błaganiom umierającej pacjentki, wycina jej na żywo ogromną torbiel. Dzielna kobieta wyje psalmy, pod oknem gromadzi się tłum, który grozi »mordercy« pętlą. Pacjentka przeżywa zabieg, co pozwala także przeżyć chirurgowi. Lekarz ten jednak wkrótce umiera, bo nie znalazł się podobny do niego ryzykant, który wyciąłby mu wyrostek. Operacje nie mogły trwać dłużej aniżeli 10 minut, gdyż pacjent bez znieczulenia więcej nie wytrzymywał. Najszybszy w pierwszej połowie XIX wieku chirurg, dr Liston, pewnego razu zaczął odcinać nogę pacjentowi. Wyciął nieco więcej niż to, co zamierzał, a jednocześnie odciął palec jednemu ze swoich asystentów trzymającemu nogę operowanego. Oznaczało to, że doszło do krzyżowego zakażenia krwi, czego wówczas ludzie nie byli świadomi. Jednak Liston musiał zająć się krzyczącym pacjentem, więc nie miał czasu na przerwę, zakończył amputację nogi w niesamowitym czasie zaledwie dwóch minut i trzydzieści sekund. Ale w ciągu tych dwóch minut zdjął też inną osobę. Obok operującego był starszy chirurg, który jako świadek operacji z powodu nadmiernego pośpiechu poruszał się za szybko, więc Liston przypadkowo też go skaleczył, zanieczyszczając ciało gangreną. Dwa dni po zabiegu zmarli zarówno pacjent, jak i asystent. Kilka dni po operacji zmarł również starszy chirurg, który był tylko świadkiem operacji. Nigdy w historii podczas operacji nie odnotowano śmierci więcej niż jednej osoby (pacjenta).
Dopiero wynalezienie mikroskopu, a co za tym idzie odkrycia w dziedzinie mikrobiologii, zapoczątkowało prawdziwą walkę z wirusami czy bakteriami. Białe fartuchy medyków, mycie rąk, separacja zakażonych, a wreszcie szczepionki – to prawdziwe osiągnięcia naszej cywilizacji
Praktyczne zastosowanie aseptyki do chirurgii operacyjnej dokonało się ostatecznie za sprawą berlińskiego chirurga Ernesta Bergmanna i jego ucznia dr. Kurta Schimmelbuscha. Wprowadzili oni (1890) do wyposażenia sal operacyjnych autoklaw i puszki do sterylizacji parowej materiałów i narzędzi chirurgicznych oraz rękawiczek gumowych. Ale jeszcze do początku lat 90. XIX w. chirurdzy nadal nie stosowali rutynowo rękawiczek w czasie operacji. Dopiero, gdy lipski chirurg Bernard Koening ogłosił w prasie lekarskiej (1894), że samo przedoperacyjne mycie rąk nie wystarcza do ich dezynfekcji i polecał dodatkowo używanie rękawiczek, sytuacja zaczęła ulegać poprawie.
Jednak historia co jakiś czas zatacza dziwne koło i powracającą upiory z minionych epok. Pamiętne są rozruchy w XIX w wieku w Anglii, kiedy to robotnicy niszczyli maszyny, upatrując w nich wroga, który zabiera miejsca pracy i zamienia manufaktury na fabryki. Dzisiaj również przez wielu odrzucane są osiągniecia naszej cywilizacji w postaci przeciwdziałania zakażeniom.
Zainteresowanym omawianym tematem polecam wycieczkę do Bydgoszczy, do Muzeum Mydła i Brudu.
Danuta Balcerowicz